WYSTAWA MALARSTWA RADOSŁAWA PLUCIŃSKIEGO
Pierwszy wernisaż Radosława Plucińskiego
Pomimo niezbyt sprzyjającej pogody, wielu mieszkańców Cieszyna przyszło w pierwszy dzień wiosny obejrzeć obrazy młodego artysty – Radosława Plucińskiego. Kameralna atmosfera panująca w Galerii nad Księgarnią Piastowską w Cieszynie sprzyjała tematyce prac cieszyńskiego malarza – portrety przez niego wykonane wzbudziły wielki podziw i entuzjazm zgromadzonej w Galerii publiczności.
Sporą sensację wywołał także portret malarza Dariusza Orszulika, wielokrotnie chwalony za realizm oraz prezentowanie charakteru osoby portretowanej. Sam Dariusz Orszulik, jako doświadczony malarz, wspiera młodego kolegę, ceni jego pracę oraz zwraca uwagę na wyjątkowy autentyzm portretów przez niego malowanych.
Wśród osób oklaskujących dzieła debiutującego malarza byli nie tylko członkowie rodziny oraz przyjaciele, ale także inni, bardziej doświadczeni malarze. Poza Dariuszem Orszulikiem, wystawę Radosława Plucińskiego swoją obecnością zaszczyciła malarka Stefania Bojda – jak sama mówi, cieszy się, że - młode pokolenie łapie bakcyla i ma już swój określony sposób patrzenia na formę i kolor. Jestem pod wrażeniem obrazu „Kamil”, jest bardzo wyważony i dojrzały.
Jakie wrażenia ze swojego pierwszego wernisażu ma sam artysta? – Bardzo mi miło, że aż tyle osób przyszło na wystawę. Nie spodziewałem się aż tak wielu osób zainteresowanych moją twórczością. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że malarstwo jest tym kierunkiem w którym powininen podążać, tak więć ruszam do dalszej pracy.
Wystawę Radosława Plucińskiego w Galerii nad Księgarnią Piastowską można oglądać do końca kwietnia.
/Monika Foltyn
Radosław Pluciński ukończył Uniwersytet Śląski w Katowicach, filia w Cieszynie z tytułem Magistra Sztuki na Wydziale Artystycznym w 2007 roku.
Zajmuje się profesjonalnym malowaniem portretów. Stosuje technikę olejną na płótnie i płycie, a także rysunek ołówkiem, węglem, pastelami.
Jego dzieła znajdują uznanie w kraju i za granicą. Krąg jego zadowolonych klientów stale rośnie.
„INSPIRUJĄ MNIE EMOCJE” – wywiad z malarzem Radosławem Plucińskim
Młody, cieszyński artysta Radosław Pluciński opowiada o pasji, jaką jest malowanie portretów, o wsparciu rodziny oraz stawianiu pierwszych poważnych kroków na drodze do artystycznej kariery.
- Kiedy zaczęła się Pana przygoda z malarstwem?
Radosław Pluciński: Tak naprawdę malowałem od zawsze. Już jako dziecko uwielbiałem malować, wybierać kolory, szkicować. Na początku były to dziecięce zabawy, z czasem okazało się, że malarstwo stało się jednym z najważniejszych elementów mojego życia. Planowałem nawet zdawać do dobrego liceum plastycznego w Bielsku-Białej, lecz przeróżne życiowe zawirowania sprawiły, że skończyłem nasze, cieszyńskie Technikum Budowlane. Pasja w końcu jednak wygrała i już na studia wybrałem Wydział Artystyczny na Uniwersytecie Śląskim w Cieszynie.
- Dlaczego akurat Wydział Artystyczny w Cieszynie a nie, na przykład, Akademia Sztuk Pięknych?
R. P. Z bardzo prostego względu – jestem rodowitym cieszyniakiem i tutaj było najbliżej. Jednak nasz cieszyński wydział Uniwersytetu Śląskiego w niczym nie ustępuje ASP, ma świetne zaplecze. Mogłem tu rozwijać swoje pasje oraz właśnie w tym okresie mojego życia dojrzałem jako malarz, wiedziałem jaki sposób obrazowania rzeczywistości mi najbardziej odpowiada.
- Jakie techniki malowania Pan stosuje?
R.P. Upodobałem sobie oleje, akryle, pastele, rysunek ołówkiem. Przyznam, że najmniej przepadam za akwarelami.
- Czy preferuje Pan jakiś konkretny rodzaj obrazu?
R.P. Specjalizuję się w malarstwie portretowym, fascynuje mnie ludzka twarz i to, jakie emocje pokazuje. Przyciąga mnie ludzka dusza, którą można dostrzec w spojrzeniu, mimice, wyrazie twarzy. W obrazach staram się zatrzymać ludzką psychikę, jej myśli, emocje, ulotne chwile. Dlatego też wolę malować portrety spontaniczne, nie tylko te ze zdjęcia. Dzieki temu osoba portretowana pokazuje swoją prawdziwą osobowość, widać w jej twarzy całą gamę emocji, nie pozuje tak jak się to ma w przypadku zdjęć.
- Skąd fascynacja akurat portretem i tym sposobem przedstawiania rzeczywistości?
R.P. Już na studiach inspirowałem się polskim realizmem i to właśnie ten kierunek natchnął mnie do malowania portretów, Zachwyciłem się warsztatem Chełmońskiego, malarstwem braci Gierymskich. Jednak największy podziw zawsze wzbudzał we mnie Jan Matejko i to, jak żmudnie malował każdy szczegół. Ponadto moją inspiracją bywa barok, renesans, tacy artyści jak Leonardo da Vinci, Caravaggio czy Vermeer. Ten ostatni zawsze zachwyca mnie tym, jak wielką rolę w jego obrazach odgrywa światło, jak wyciąga na wierzch wszystkie cechy człowieka.
- Czy któryś z portretów, które Pan stworzył jest Pana ulubionym? Któremuś towarzyszą jakieś szczególne emocje?
R.P. Najbardziej lubię obraz „Kamil” z 2009 roku, ten który reklamuje całą wystawę moich prac. Mam do niego szczególne nastawienie, gdyż jest moim najbardziej dojrzałym dziełem. Powstał w czasie, kiedy zdecydowałem, że to malarstwu chcę poświęcić swoje życie. Ponadto bardzo lubię portretować dzieci, są spontaniczne, emocjonalne, nie pozują. Dzieci same w sobie są inspiracją.
- Skąd jeszcze czerpie Pan inspirację?
R.P. Fascynują mnie ludzkie twarze, lubię się im przyglądać, analizować a potem przelewać swoje obserwacje na płótno. Jako, że staram się ciągle rozwijać, zwracam teraz większą uwagę na pejzaż, inspiruje mnie las, ocieranie się o fantastykę w malarstwie. Bardzo chciałbym w swoich pracach osiągnąć taki specyficzny, niespokojny klimat.
- Czy wystawa w Galerii Księgarni Piastowskiej w Cieszynie jest Pana pierwszą wystawą?
R.P. Pierwszą nie, ale pierwszą samodzielną już tak. Po zakończeniu studiów, wraz z grupą znajomych z Uniwersytetu Śląskiego, postanowiliśmy uczcić zdobycie tytułu Magistra organizując grupową wystawę. Odbyła się ona w Czeskim Cieszynie i była pierwszym, tak ważnym dla mnie wydarzeniem. Jednak jako samodzielny artysta debiutuję dopiero teraz.
- Jakie więc emocje towarzyszą temu pierwszemu, tak dużemu przedsięwzięciu?
R.P. Na pewno lekki stres, ponieważ tak naprawdę to po raz pierwszy postanowiłem pokazać swoje prace szerszej publiczności. Jest to w dodatku publiczność szczególna, bo cieszyńska. Są to ludzie którzy mnie w mniejszym lub większym stopniu znają lub kojarzą, wielu z nich nie wiedziało, że zajmuję się także malowaniem. Debiut w swoim rodzinnym mieście jest jednak sytuacją dość stresującą, tymbardziej, że chciałbym zostać pozytywnie odebrany. Żależy mi na tym również dlatego, że kilka lat temu podjąłem decyzję, aby poświęcić się malarstwu właśnie, pracowałem nad tym, aby moje pracy były dojrzałe, ciekawe i charakterystyczne.
- Pana prace zdobywały uznanie nie tylko w Polsce…?
R.P. Owszem, portrety, które malowałem, sprzedawane oraz doceniane były między innymi w Dubaju, Szwecji czy Stanach Zjednoczonych. Wszystko to udało się także dzięki dobrym ludziom, których spotkałem na swojej drodze. Miałem szczęście spotkać osoby, które zaufały mi jako artyście, pomogły się otworzyć i uwierzyć w swoje możliwości, uwierzyć w sukces. Takie „dobre dusze” są nie tylko za granicą, ale także w Cieszynie. Dzięki nim jestem trochę spokojniejszy nie tylko o wystawę, ale także o moją artystyczną przyszłość.
Rozmawiała: Monika Foltyn



